Błogosławiony ks. Włodzimierz Laskowski
Historia Życia Błogosławionego ks. Włodzimierza Laskowskiego
Włodzimierz urodził się 30 stycznia 1886 r. w Rogoźnie. Był synem Stanisława i Klementyny z domu Głowińskiej. Po ukończeniu seminarium duchownego w Poznaniu 1 marca 1914 r. przyjął święcenia kapłańskie. Był wikariuszem w Modrzu, Ostrowie Wielkopolskim i w parafii św. Marcina w Poznaniu. Pełnił też funkcję sekretarza generalnego Caritasu (od 1 stycznia 1917 roku), a także dyrektora gospodarczego w seminarium duchownym w Poznaniu (od 1923 roku). Z dniem 1 listopada 1927 r. objął stanowisko proboszcza we Lwówku, a w 1930 r. został dziekanem dekanatu lwóweckiego. Prowadził wiele prac nie tylko duszpasterskich, ale i remontowo-budowlanych.
Po wybuchu II wojny światowej został aresztowany 15 marca 1940 r., po czym torturowany był w Forcie VII w Poznaniu, a następnie przewieziony do hitlerowskiego obozu koncentracyjnego Dachau, gdzie otrzymał numer 11160. Ostatnim etapem jego życia okazał się obóz koncentracyjny w Mauthausen, gdzie trafił 2 sierpnia 1940 r.
8 sierpnia 1940 r. po rannym apelu lwówecki proboszcz rozpoczął pracę polegającą na noszeniu kamieni z kamieniołomu. Na pytanie obozowych dozorców, czy jest księdzem, odpowiedział twierdząco. Został wówczas zaciągnięty do pobliskiej szopy, gdzie oprawcy kopali i skakali po nim. Gdy stracił przytomność, został odniesiony przez współwięźniów do obozowego szpitala. Tam został pobity po raz kolejny, tym razem drewnianą pałką. Skatowany kapłan zmarł jeszcze tego samego dnia. Według relacji świadków konał z imieniem Jezusa na ustach.
Włodzimierz od początku nie miał złudzeń co do niemieckich intencji, skoro jeszcze przed agresją zabezpieczył cenne akcesoria kościelne, zawożąc je do ks. Narcyza Putza (1877, Sieraków – 1942, Dachau), ukrywając je w Poznaniu, w kościele pw. św. Wojciecha, zwanym Poznańską Skałką, gdzie ks. Putz był proboszczem.
Miał rację, objęty został bowiem pierwszą — po zatrzymaniach w 1939 r. (gdy uwięziono m.in. wspomnianego ks. Putza) — wielką falą aresztowań. Niemiecka Geheime Staatspolizei (pl. Tajna Policja Państwowa), czyli gestapo, na plebanii pojawiło się już 15.iii.1940 r.
Osadzono go w utworzonym przez Niemców obozie koncentracyjnym (niem. Konzentrazionslager) KL Posen (Fort VII) w Poznaniu. Już tam był straszliwie bity i torturowany…
Następnie 24.v.1940 r. przewieziono go do niemieckiego obozu koncentracyjnego ( niem. Konzentrationslager) KL Dachau (według innych źródeł z KL Posen miał zostać wywieziony już po siedmiu dniach, czyli 22.iii.1940 r.) w niemieckiej Bawarii. Tam otrzymał obozowe ubranie — zwane od charakterystycznych biało–czarnych pasów „pasiakiem” — okraszone namalowanym farbą lub naszytym na odzieży, na wysokości piersi, tzw. winklem, czyli czerwonym trójkątem z literą „P”, na określenie więźnia politycznego — Polaka, oraz wytłoczonym na białej taśmie numerem obozowym — 11160 (11150 — według innych źródeł).
Polski kapłan, sługa Boży, stawał się niczym, jedynie wpisem w niemieckich księgach ewidencyjnych…
„Nie było gorszego miejsca na ziemi” — tak wiele lat po wojnie określił KL Dachau misjonarz i apostoł trędowatych, o. Marian Żelazek (1918, Palędzie – 2006, Puri, Indie) — „panowało bestialstwo, śmierć i głód”.
Z powodu postury i otyłości zwrócił na siebie uwagę zwyrodniałych niemieckich strażników ze zbrodniczej organizacji SS, odpowiedzialnej za ochronę obozów, którzy pastwili się nad nim zmuszając go za najmniejsze, niebaczne wykroczenia do robienia długich serii przysiadów…
Niemcy nie podjęli jeszcze wówczas, co robić z aresztowanymi kapłanami katolickimi. Dopiero później, w 1941 r., zdecydowali się ich wszystkich zgromadzić w jednym miejscu, KL Dachau. Do tego czasu traktowali ich jako część polskiej inteligencji. Dlatego też 2.viii.1940 r. Włodzimierz został, wraz z grupą polskich kapłanów (w tym ks. Putzem), zesłany do kolejnego — jak się miało okazać ostatecznego — miejsca kaźni: niemieckiego obozu koncentracyjnego (niem. Konzentrationslager) KL Mauthausen–Gusen, ok. 20 km od Linzu w Austrii.
Był to szczególnie ciężki obóz, gdzie przetrzymywanych zmuszano do pracy w kamieniołomach, których właścicielem była zbrodnicza firma niem. Deutsche Erd– und Steinwerke GmbH (pl. Niemieckie Przedsiębiorstwo Wydobycia Ziemi i Kamienia) — czyli DEST. I tam właśnie skierowano tysiące Polaków, aresztowanych przez Niemców w ramach Intelligenzaktion.
Po kilku dniowej tzw. kwarantannie, gdy od więźniów oddzielono chorych i „niezdolnych do pracy”, Włodzimierz trafił do obozu właściwego.
Już 8.viii.1940 r. Niemcy skierowali go do pracy w kamieniołomach. Z jednego z nich, położonego na wzgórzu Kastenhofen, kazano mu znosić na plecach do obozu ok. 50 kg głazy. Pochylmy się nad wspomnieniem Anielina Fabera (1913, Łąki n. Olzą – 1983, Lędziny), jednego z więźniów Mauthausen:
„Lipiec 1940 roku. Jest piękny, letni dzień. Lekki powiew wiatru znad Dunaju sprawia ulgę zmęczonym i oblanym potem więźniom. Wspinają się z nerwowym pośpiechem po stromym zboczu kamieniołomu. Na pierwszym szczycie wzgórza Kastenhofen leży rozległe zwałowisko spiętrzonych granitowych skał. Tu każdy ze skazańców zabiera szeroki głaz i schodzi w kierunku obozu.
Idą pospiesznie. Muszą. Głazy pchają ich w dół. Kamienie są ciężkie. Twardy granit gniecie boleśnie ramiona, kaleczy palce, przecina dłonie. Kapowie popędzają z wrzaskiem. Biją gumowymi wężami. Rozstawieni wzdłuż ścieżki nadludzie z automatami szydzą, śmieją się, wulgarnie urągają. Popisują się niewybrednymi dowcipami o Polsce. Każda wypowiedź upstrzona rynsztokowym słownictwem, zieje nienawiścią do wszystkich i do wszystkiego, co nie jest niemieckie. Ubrani w letnie przewiewne bluzy, z zakasanymi rękawami, prześcigają się w barbarzyństwie. Biją bykowcami. Biją każdego Polaka, Czecha, Niemca, kopią, plują. Biją po głowie, przecinają policzki. Więźniowie jęczą z bólu, krwawią, puchną. Padają pod razami. Wypuszczone z rąk głazy podcinają nogi idącym w przodzie. Sieją zamęt i spustoszenie. Więźniowie przewracają się, krzyczą. Leżących na ziemi kopią kapowie. Kopią w brzuch, w twarz, łamią żebra. Robią to samo co umundurowani twórcy nowego ładu w Europie, twórcy nowej kultury, rasowi budowniczowie 'Wielkiej Trzeciej Rzeszy’.
Nagle suchy trzask przecina powietrze. Pada strzał, pada człowiek — więzień.
Jeden z esesmanów podszedł do więźnia […]. Z obleśnym uśmiechem polecił mu zdjąć z ramion kamień. Nawet udawał, że mu w tym chce pomóc. Potem zdjął mu z głowy bardzo delikatnie czapkę. Czapka była splamiona krwią. Z nieukrywanym obrzydzeniem odrzucił czapkę w bok. Kazał więźniowi iść po nią. Ten poszedł. Schylił się, już miał ją podnieść. Upadł, skulił się i jak kamień potoczył w dół.
Nadczłowiek pociągnął wtedy za cyngiel. Dobrze celował, głodny nie był. Zabił sprytnie, po czym uśmiechnął się. Otrzymał na pewno 3 dni urlopu”.
Jeden z takich niemieckich strażników zwrócił w pewnym momencie uwagę na Włodzimierza. Uprzejmie zapytał, czy jest kapłanem. Włodzimierz odpowiedział twierdząco. To wystarczyło…
Zaprowadzono go do jednej z szop i tam zaczęto katować. Bito go po twarzy, kopano, nawet gdy już leżał na posadzce. Jeden z oprawców zaczął skakać mu po brzuchu, piersiach i głowie tak długo, dopóki nie stracił przytomności.
Wówczas przywołano trzech współwięźniów: niejakiego o. Czymbora, franciszkanina, i dwóch wielkopolskich kapłanów, ks. Władysława Kawskiego (1909, Gostyń – 1988, Poznań) i ks. Ludwika Walkowiaka (1908, Sławina – 1989, Poznań). Kazano im odnieść Włodzimierza do obozowego „szpitala”.
Orszak ruszył w ostatnią drogę, drogę krzyżową, Włodzimierza. Wkrótce inny niemiecki strażnik zobaczył nieszczęsny pochód i nakazał mu przystanąć. Wściekłym rykiem zaczął domagać się, aby niesionego postawić na nogi. Nakaz wykonano, ale ten był nieprzytomny i sam stać nie mógł. Wówczas Niemiec zaczął go znów bić — drewnianą pałką…
Gdy się zmęczył pozwolił Włodzimierza zanieść dalej. W drodze skatowany kapłan odzyskał na krótko przytomność i, zapytany przez ks. Kawskiego, za co go tak pobito, miał odowiedzieć: „za to, że jestem księdzem”…
Zdążył się jeszcze wyspowiadać a ks. Kawski udzielił mu absolucji. Zaczął się modlić, ale wkrótce znów stracił przytomność…
Gdy go doniesiono do „szpitala” kolejny niemiecki strażnik kazał położyć go na ziemi i zaczął go uderzać drewnianą pałką. Gdy się zmęczył oświadczył, że „nie można przyjąć pacjenta do szpitala, gdyż musi on być obecny na południowym apelu”…
Zaniesiono więc Włodzimierza na plac apelowy w obozie.
Tam ostatnie jego chwile oberwał cały obóz. Był wśród nich m.in. wielkopolski kapłan, ks. Jan Wolniak (1912, Borzęcice – 2000, Koźmin). Inny świadek, także z Wielkopolski, ks. Zygmunt Ogrodowski (1912 – 1964, Rostarzewo), wspominał:
„Dziś jeszcze nam przed oczyma ten straszny widok: ks. Laskowski nieprzytomny leży na kamieniach, okrwawiony, opuchnięty, z wykrzywioną od kopnięć twarzą i majaczy. Co chwila z jego ust wydobywają sią westchnienia: ’O Jezu, Jezu’.
Drażniło to jeszcze jednego z członków SS, który poszedł do leżącego nieprzytomnego ks. Laskowskiego i z miną bohatera, nowymi kopniakami ukoronował szatańskie dzieło.
Po zakończeniu apelu koledzy odnieśli ks. Laskowskiego do szpitala obozowego, gdzie też po upływie niedługiego czasu, bo o godzinie 1315 w dniu 8 sierpnia 1940 r., oddał swą umęczoną duszę Bogu.
Na wieść o tym wszyscy orzekli, że umarł prawdziwy męczennik”.
Ciało spalono w obozowym krematorium…
Beatyfikowany został przez papieża św. Jana Pawła II w Warszawie
Modlitwa o kanonizacje ks. Włodzimierza Laskowskiego
Panie Jezu Chryste, Królu męczenników, przez swoją zbawczą ofiarę krzyżową pokazałeś światu, iż „nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,13). Dziękuję Ci, że uzdolniłeś błogosławionego ks. Włodzimierza Laskowskie, proboszcza lwóweckiego, do ofiarnego życia kapłańskiego, a później do męczeńskiej śmierci, która była owocem czystej miłości Ciebie i bliźniego. Proszę Cię o dar kanonizacji błogosławionego ks. Włodzimierza, aby zainspirowany (na) jego umiłowaniem pobożności eucharystycznej i pracowitości, móc kochać Ciebie nade wszystko i dawał siebie innym. Za jego wstawiennictwem udziel mi łaski ………………….., o którą pokornie proszę. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.
Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu.
—————————————————————————————————————–
Doświadczone łaski i cuda przez wstawiennictwo Błogosławionego ks. Włodzimierza Laskowskiego prosimy zgłaszać
Parafia Rzym-kat p.w. NMP Wniebowziętej, Św. Jana Chrzciciela i Św. Jana Ewangelisty ul. Świętojańska 1, 64-310 Lwówek. tel.: 61 441-41-84 e-mail: parafialwowek@op.pl
Ks. Proboszcz Piotr Pieprz, tel. 604-593-768
Film o Bł. Włodzimierzu
Litania do błogosławionego Włodzimierza Laskowskiego
Kyrie elejson, Chryste elejson. Kyrie elejson. Chryste usłysz nas, Chryste wysłuchaj nas. Ojcze z nieba Boże – zmiłuj się nad nami Synu Odkupicielu świata Boże – zmiłuj się nad nami Duchu Święty Boże – zmiłuj się nad nami Święta Trójco Jedyny Boże – zmiłuj się nad nami Błogosławiony Włodzimierzu, kapłanie Bogu poświęcony – módl się za nami Błogosławiony Włodzimierzu, kapłanie według Serca Bożego – módl się za nami Błogosławiony Włodzimierzu, kapłanie miłujący Eucharystie – módl się za nami Błogosławiony Włodzimierzu, kapłanie czcicielu Maryi Dziewicy – módl się za nami Błogosławiony Włodzimierzu, kapłanie łaski Miłosierdzia – módl się za nami Błogosławiony Włodzimierzu, kapłanie troszczący się o biednych – módl się za nami Błogosławiony Włodzimierzu, kapłanie zatroskanych o chorych – módl się za nami Błogosławiony Włodzimierzu, kochający Krzyż Święty – módl się za nami Błogosławiony Włodzimierzu, dobry gospodarzu – módl się za nami Błogosławiony Włodzimierzu, rozmodlony w różańcu – módl się za nami Błogosławiony Włodzimierzu, dodający odwagę innym – módl się za nami Błogosławiony Włodzimierzu, cierpliwie znoszący upokorzenia – módl się za nami Błogosławiony Włodzimierzu, zgadzający się z wolą Boża – módl się za nami Błogosławiony Włodzimierzu, podtrzymujących innych duchowo – módl się za nami Błogosławiony Włodzimierzu, dający świadectwo wiary innym – módl się za nami Błogosławiony Włodzimierzu, przebaczający oprawcą – módl się za nami Błogosławiony Włodzimierzu, który umiałeś miłować wśród bólu – módl się za nami Błogosławiony Włodzimierzu, wołający w godzinie śmierci Jezusa – módl się za nami Błogosławiony Włodzimierzu, modlący się do końca – módl się za nami Błogosławiony Włodzimierzu, sponiewierany po śmierci – módl się za nami Błogosławiony Włodzimierzu, nasz orędowniku w niebie – módl się za nami
Baranku Boży, który gładzisz grzech świata, przepuść nam Panie Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas Panie Baranku Boży, który gładzisz grzech świata, zmiłuj się nad nami.
Módlmy się:. Wszechmogący i miłujący Boże, przez wstawiennictwo Twojego męczennika Włodzimierza Laskowskiego, któremu dałeś nieugiętą stałość w cierpieniach, otocz nas swoją opieką i wybaw zasadzek nieprzyjaciół. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, który z Tobą żyje i króluje na wieki wieków. Amen